Kazanie na podstawie Ewangelii św. Łukasza 23, 33- 49

Kategoria: Opublikowano: 26 kwietnia, 2018

Autor: Dr honoris causa Werner Krätscchell (kościół ewangelicki)
22.04.2011 w Starym kościele parafialnym w Berlinie- Pankow
Wielki Piątek

Droga wspólnoto!

Czas Wielkiego Piątku, czas cierpienia i męki w tym roku skierował znaczenie cierpienia na prawie już zapomniany obszar: na cierpienie stworzenia.
Początek Wielkiego Postu przypadł na okropne obrazy i wiadomości z Japonii. Od 10 marca, wiadomości i sceny przytłaczają nasze codzienne życie.Pomimo tych, którzy to pomniejszają i pięknie mówią, by odjąć od nas to obciążenie. Ludzie ci liczą dosłownie na zapomnienie i niewiedzę innych. Także i u nas ci, uwrażliwieni na cierpienie stworzenia będą ostemplowani mianem „histeryczni”.

Pośród wielu scen i obrazów z Japonii jedno zdanie zmusiło mnie do szczególnego zastanowienia.
W niebieskich kombinezonach menadżerowie koncernu atomowego „Tepco” kłaniał się i prosił o przebaczenie. Z pewnością te prośby skierowane były do ofiar katastrofy atomowej z Fokushimy.
Z pewnością też gest ten ma swoje źródło w prastarych, rytualnych, także religijnych formach zachowania w Japonii.

Dla mnie jednak w tym powtarzanym pokłonie, jako wyraz poczucia winy, uzewnętrzniane były mocno i tajemniczo o wiele więcej: wina ludzi tej ziemi wobec stworzenia i wobec ich Stwórcy. Dla mnie w tym powtarzanym pokłonie ukrywa się rodzaj ludzkiej odpowiedzialności- co my zrobiliśmy z tej ziemi i z tą ziemią?! W tym pokłonie uzewnętrznia się też, moim zdaniem odpowiedź- czego my w obliczu przyszłych generacji nie zrobiliśmy.

A potem słyszę z tekstu naszego kazania, z tego dramatu krzyża- głos Jezusa z krzyża:
„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”.
Naturalnie, że najpierw to słowo Jezusa odnosi się do ograniczoności wszystkich typów człowieka wokół krzyża Jezusa- aż do dwóch osobowości: zbrodniarza z prawej strony i rzymskiego setnika. Ci inni nie chcą nic wiedzieć, nie chcą wierzyć, nie chcą przyznać, że oni na tym krzyżu Syna Bożego, nie – Boga samego zabijają.

Prośbę Jezusa o przebaczenie u Ojca rozumie się szeroko, obejmuje ona bowiem wszystkich i całą winę ludzką, także wobec stworzenia. Nawet jeśli świat przez działania ludzi, czy tez przez to, że ludzie nic nie czynią- jak przy potopie- upadłby, nawet wtedy ludzie mieliby i my mielibyśmy i ty też miałbyś w tym Jezusie Orędownika, który u Boga z grzesznika chce uczynić- ułaskawionego, z umarłego- żyjącego. On może to uczynić!
To pełnomocnictwo wyraża się w innym zdaniu Jezusa na krzyżu: „Dzisiaj jeszcze będziesz ze mną w raju”.

Słuchaliśmy jako tekstu kazania opowiadanie Łukasza o ukrzyżowaniu Jezusa. Nasza pobożność i teologiczna tradycja utwierdziła się od setek lat w tym wiecznie grzesznym człowieku, jak w tej Ewangelii utwierdziła się w potrzebie zbawienia wszystkich ludzi, przede wszystkim potrzebie zbawienia dla mnie pojedynczego. Ten grzeszny człowiek będzie przez św. Łukasza przedstawiony jest z najgorszej strony, pełen szyderstwa, drwiny, pełen nikczemności.

W tej naszej tradycji jest zupełnie zaniedbane co Łukasz opowiedział na końcu historii o ukrzyżowaniu, mianowicie stworzenie, natura bierze udział w śmierci Syna Bożego. Tak, „cała ziemia”, jak czytamy w wersie 44. „Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął cała ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek” . Łukasz chciał powiedzieć: śmierć tego człowieka ma kosmiczne skutki. Stworzenie też potrzebuje, jak

– 2 –

i człowiek zbawienia, ocalenia, ratunku od Boga. To jest tak, jakby słońce i ziemia współczuli z tą postacią na krzyżu, która przecież według chrześcijańskiego wyznania jest prawdziwym człowiekiem i

prawdziwym Bogiem. To jest tak, jakby stworzenie przez tę śmierć miało nadzieję na zbawienie i ratunek.

Droga wspólnoto, bardzo zaskakuje u Łukasza następujące zdanie: „I zasłona przybytku rozdarła się przez środek”. Kiedy coś się rozdziera – to coś się kończy. Kończy się ofiarowanie w kościele w świątyni, ta wieczna, ciągła, łaskawa wola Boża. Koniec z tym! Bóg sam wisiał na krzyżu i sam poświęcił się dla ludzkości. Od teraz musi i może energia człowieka pobożnego zostać przekierowana. Musi odejść od łaskawego zgadzania się, od ofiary do całkiem nowej współodpowiedzialności za stworzenie Boże, za tę ziemię, za godne człowieka i przyszłości warunki w świecie.

To jest rodzaj współpracy w Bożej najcięższej działalności, by ten świat jeszcze ratować. On- kosmos, świat i nawet nas niemądrych ludzi tak bardzo ukochał, On od czasu ukrzyżowania chce nas ludzi- ratować- aż do dzisiaj.

Dietrich Bonhoeffer był człowiekiem, który nastawiony był na tę współpracę Bożą aż do ostatniego swojego oddechu. Ale on też zachował i pielęgnował w sobie tę wiedzę i pobożną postawę. Nagle tę współpracę muszę i chcę zakończyć, by móc z pełną nadzieją złożyć w Boże ręce.

Tak kończy się dramat ukrzyżowania. Jezus wołał głośno, mocnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha mego”.

Jakie to wielkie i pomocne słowo dla wszystkich w sytuacji umierania, także u nas, także u mnie:
„Ojcze, w Twoje ręce składam ducha mego”! Amen.