Kazanie na podstawie Księgi Mojżesza 6-9

Kategoria: Opublikowano: 18 kwietnia, 2018

Autor: Pastor Hartmut Ahrens (kościół ewangelicko-luterański)

 

27.03.2011 w kościele ewangelicko- luterańskim w Sülbeck

 

Nabożeństwo z powodu katastrofy w Japonii

PROŚBA- Hilde Domin

Będziemy zanurzeni

i umyci wodą potopu,

będziemy przemoczeni

aż do głębi serca.

 

Już nie ma po tej stronie

granicy łez, życzenia krajobrazu,

już nie ma życzenia, by zatrzymać kwitnienie wiosny,

życzenia, by zostać oszczędzonym.

 

Jest prośba,

by przy wschodzie słońca gołąb

przyniósł gałązkę oliwnego drzewa.

By owoc tej gałązki był jak kwiecie,

którego płatki róży na ziemi

lśnią jak korona.

 

I byśmy z tej powodzi,

byśmy z tej jamy lwa i z płonącego pieca

wciąż bardziej chorzy i wciąż bardziej zdrowi

zawsze dzięki nowemu

odnajdywali siebie samych.

Droga wspólnoto!

 

Jak aktualne są w tych dniach słowa poetki Hilde Domin: „Będziemy zanurzeni i obmyci wodą potopu”. Od tego zaczęła się ta katastrofa japońska, te niewyobrażalne masy wody, porwane, zatopione auta, domy, statki, ulice i mosty. Tysiące zaginionych ludzi. Ci, którzy przeżyli czekają w zimnie i w strachu. Zagrożeni przez radioaktywne promieniowanie, przemoczeni, zastraszeni aż do głębi serca.

 

Ale też i my, oddaleni 8800 km od katastrofy odczuwamy z rzekomo bezpiecznej odległości skutki, które przenikają do głębi nasze serca. Stajemy się świadomi jak cienki i kruch jest lód na, którym stworzyliśmy nasze życie.

 

Są w naszym życiu takie momenty. To nie musi być dzień 11 września w Nowym Jorku czy 26 kwietnia w Czarnobylu czy też 11 marca w Fukuszima.

 

Czasami wystarczy mały cień na zdjęciu rentgenowskim czy syrena karetki pogotowia, która przejeżdza gdzieś niedaleka, a naszych dzieci nie ma jeszcze w domu.

 

Czasami nie potrzeba deszczu przez 40 dni i 40 nocy. Czasami wystarczy krótkie zanurzenie w wodzie potopu, w strumieniu strachu i troski, by być przemoczonym aż do głębi serca.

 

I ze strachem, które chce nas zabrać swoja falą- przychodzi do nas życzenie, by z tej strony łez zobaczyć piękny krajobraz, kwitnącą wiosnę. Mamy życzenie, by kwitły konwalie i narcyzy, tak, jakby nic się nie stało. Mamy życzenie, byśmy byli ocaleni, nienaruszeni. To życzenie łączy się z nadzieją, ze system chłodzenia znowu będzie działał, że powiedzie się próba ochłodzenia reaktorów. Nadzieja, ze nad Pacyfikiem nie będą się gromadziły chmury z, których deszcz skaziłby ryby i 35 milionów w wielkim Tokio.

 

Życzenie, że ten cień na zdjęciu rentgenowskim to tylko pomyłka, karetka pogotowia to tylko mały, niegroźny wypadek, a dzieci wrócą wkrótce do domu całe zdrowe i uśmiechnięte.

 

Życzenie, by pozostać ocalonym, nadzieja, że znowu przeżyję kwitnienie wiosny i ci ludzie z prowincji Fukuszima też!

Życzenie, by mogli zrywać beztrosko kwiaty zamiast napromieniowany szpinak.

 

Ale są też sytuacje, gdzie na te życzenia nie ma miejsca- tam będziemy zanurzeni i obmyci wodą potopu i tego nie możemy uniknąć. Tam też nie ma ucieczki od pytania: Co teraz jest ważne, co nas trzyma, co daje nam nadzieję?

 

Widzimy Noego, jak buduje swoją arkę, która ma uchronić przed powodzią jego, jego rodzinę i zwierzęta. Widzimy Noego, mężczyznę, który jest aktywny, który przejmuje odpowiedzialność, który działa, by ujść przed katastrofą. Tak jak tych 50-ciu z Fukuszimy, którzy narazili swoje życie i zdrowie, by zapobiec temu co najgorsze. Jak lekarz, który próbuje ratować życie pacjenta, jak żołnierze i strażacy, którzy szukają w gruzach, mając nadzieje, że jeszcze ktoś żyje.

 

Znowu widzimy Noego- później, po kilku dniach i tygodniach. Widzimy stojącego go na statku, czekającego z nadzieją i prośbą, że gołąb przyniesie gałązkę oliwnego drzewa. „Potem wypuścił on gołębia, by się dowiedzieć czy woda zlała się z ziemią. Ponieważ gołąb nie znalazł miejsca, gdzie mógłby spocząć, wrócił a powrotem na arkę, ponieważ woda była na całej powierzchni ziemi. Wtedy Noe wyciągnął rękę i przyjął go do siebie na arkę. Po dalszych 7 dniach znowu wypuścił gołębia. Ten wrócił wieczorem i trzymał w swoim dziobie gałązkę oliwną. Wtedy Noe wiedział, że woda już wylała się na ziemie”.

 

Co się liczy, co jest ważne? Kiedy przyszła powódź? Co się liczy, kiedy ma miejsce okropny wypadek. Kiedy człowiek wymyślonej przez siebie techniki nie może okiełznąć? Wtedy nie jest ważne planowanie i konstruowanie, nie budowa i tworzenie, tylko pozostaje jeszcze prośba, by gołąb przyniósł gałązkę z drzewa oliwnego. Pozostaje prośba, byśmy zostali oswobodzeni z jaskini lwa, z płonącego pieca, który pali się w Fukuszima.

Ma rację Günter Oettinger, kiedy mówi, że wszystko jest w rękach Boga. Ale czy to jest powód, by się bać, czy też powód do nadziei. My dzisiaj nie jesteśmy zżyci a taką właśnie nadzieją. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że wszystko mamy w naszych rękach. A nasza nadzieja ogranicza się do tego, że ostatecznie ryzyko nie będzie poważne i duże. Ciężko jest przetrzymać to , jak widzimy, że jesteśmy bezradni, wszystko wyślizguje się nam z rąk. Nie tylko zresztą nam, także i rzekomym ekspertom i fachowcom. I tak pozostaje tylko prośba, byśmy zostali oswobodzeni z pieca ognia, z powodzi, z jaskini lwa, którą sami sobie wykopaliśmy. Pozostaje prośba, ze my tego wszystkiego unikniemy.

 

Jeśli zrozumieliśmy to orędzie katastrofy, choć oddaleni 8800 km od tego miejsca grozy wtedy nie będzie mogło „dalej być tak samo”. To musi zostawić ślad jak wszystkie inne wydarzenia, które pozostawiły ludzi bezbronnymi i upośledzonymi.

To są wielkie rany ludzkości. One mają imię Auschwitz i Hiroszima, Srebrenica i Ruanda, Nowy Jork, Czarnobyl i Fukuszima. To są rany, które my ludzie zadajemy sobie i naszemu światu. Będziemy wciąż bardziej upośledzeni i przerażeni tym, do czego jesteśmy zdolni!

 

Wciąż bardziej upośledzeni, ale także wciąż zdrowsi?

 

Ci się liczy, kiedy technika zawodzi? Co pomaga, kiedy nikt nie może pomóc? Co uzdrawia?

 

Wciąż bardziej chorzy, ale też będziemy stawać się bardziej zdrowi.

 

To pozwala mi spojrzeć na Niego, na tego człowieka na krzyżu, upośledzonego przez razy uderzeń, bezsilnego, wyśmiewanego i zdradzonego. A jednak ludzie widzieli w Nim Zbawiciela, ponieważ On uzdrawiał. „Ecce homo” powiedział Piłat: „Zobaczcie co za człowiek”.

Upośledzony, ale jednak zdrowy, ukoronowany nie przez kwitnące kwiaty, ukoronowany cierniami róży, a jednak ten, który uzdrawia.

 

Ecce homo! Spójrzcie na człowieka Noego z jego prośbą: Popatrzcie jak on wygląda znaku nadziei! Popatrzcie na gałązkę oliwną. I słuchajcie Bożej zapowiedzi: Tak długo jak ziemia stoi- niech nie kończy się sianie i żniwa, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc.

Wy nie znajdziecie nadziei w was samych, jeśli zostaniecie obmyci aż do głębi serca.

Ecce homo! Kiedy życzenie oszczędzenia przez wypadek i katastrofę nie zostanie spełnione, wtedy popatrzcie na tego człowieka, który tam na krzyżu jest upośledzony, a jednak jest Zbawicielem świata.

 

Stańcie pod Jego krzyżem, tu znajdziecie ostoję w swojej bezsilności i w strachu, tu znajdziecie nadzieję. Jego krzyż jest miejscem spod, którego powrócimy umocnieni i oswobodzeni.

 

Ponieważ doświadczymy: że także w ciemności krzyża i śmierci istnieje Bóg. „Ciało Chrystusa dla ciebie dane, krew Chrystusa dla ciebie przelana”.

 

Oświęcim i Hiroszima, Srebrenica i Ruanda, Nowy Jork, Czarnobyl i Fukuszima- to wielkie stygmaty historii ludzkości, w świetle orędzia krzyża stają się one miejscami nauki, miejscami, z których powracamy inni- odnowieni. Te miejsca opuszczamy oczyszczeni, nawróceni i powracamy na drogę prowadzącą do poznania samych siebie.

I Bóg na nas wskaże i powie: „Ecce homo!”: Popatrzcie na tego człowieka z jego stygmatami, katastrofami jego historii, tej dużej i tej zupełnie osobistej. Popatrzcie na niego. Z zadanymi ranami, upośledzony, a jednak nie bez nadziei. Kiedy wreszcie odnajdzie on drogę do siebie samego?

Kiedy wreszcie on dotrze do swojej głębi?

 

Obojętnie- kiedy by to nie było. Jedno musimy wiedzieć: Bóg do nas dotarł, przyszedł do nas.  Na tym krzyżu On stał się dla nas dostępny. Na tym krzyżu został z ludźmi, by mogli żyć- upośledzeni, a jednak uzdrowieni. Amen.