Kazanie na podstawie Księgi Wyjścia 3, 1- 15

Kategoria: Opublikowano: 17 kwietnia, 2019

Autor: Pastor Dirk Woltmann
02.02.2017 Kościół Michała Archanioła, Hildesheim

  1. Gdy Mojżesz pasł owce swego teścia Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził owce w głąb pustyni i przyszedł do Góry Bożej Horeb.

  2. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego.

  3. Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: „Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?”
  4. Gdy zaś Pan ujrzał, że Mojżesz podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krzewu: „Mojżeszu, Mojżeszu!” On zaś odpowiedział: „Oto jestem”.

  5. Rzekł mu Bóg: „Nie zbliżaj się tu! Zdejmij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą!”

Moritz G. prowadził całkiem normalne życie. Dobrze sobie wszystko zorganizował i ułożył, założył rodzinę, miał nieskomplikowany, ale intratny zawód w firmie produkującej sprzęt elektroniczny. Codziennie jeździł tą samą droga, 13 kilometrów długą.

Tak, więc pracował rok po roku, jeździł codziennie tą samą drogą, niewiele rozmyślając. Kochał swoją rodzinę, dobrze czuł się w pracy i z kolegami.

Także i dzisiaj był w drodze do pracy. W radiu słuchał przebojów z lat 90- tych, które lubił. Śpiewał razem z Joan Osborne „One of us”- przypomniał sobie, że było to w 1995 roku, wtedy miał 17 lat. Joan Osborne, była wtedy bardzo słodka, tak ją pamiętał. Teraz śpiewał razem z nią cały refren:

„And yeah, yeah God is great
Yeah, yeah God is good
Yeah, yeah, yeah, yeah, yeah”

Nagle, spontanicznie skręcił w boczną drogę, która prowadziła na wysokości byłego klasztoru aż do lasu. W radiu usłyszał godzinę, że jest jeszcze wcześnie. Pojechał więc dalej drogą, która prowadziła przez tory pociągu, aż do końca. Tam, przy jeziorze zostawił auto i ostatni kawałek drogi, pieszo dotarł do brzegu lasu. Było cicho, niebo było jasne.

Właśnie, kiedy dotarł na skraj lasu, na niebie pojawiły się pierwsze promienie porannego słońca, które właśnie wschodziło. Tego jeszcze nigdy nie widział. Mój Boże-, jakie to cudowne, pomyślał.-

Bóg- nie pamiętał, jak długo już nie myślał o Bogu: przy chrzcie dzieci tak, ale Paul chodził już do szkoły, a Mia była w przedszkolu. Być może w zeszłym roku, przy zapisie Paula do szkoły?

„What if God was one of us…”

Moritz zamknął oczy i poczuł pierwsze promienie słońca na swojej twarzy. To było bardzo przyjemne. Już prawie wiosna- pomyślał.

„One of us”. Co ona śpiewa? Coś takiego, że Bóg mógłby być jednym z nas, być obecny wśród nas- tak właśnie: „a stranger on the bus”, kimś obcym w autobusie?

Uśmiechnął się krótko i zamrugał w stronę słońca- prawie, jak wizja, promienie słoneczne widziane przez na połowę zamknięte oczy, spojrzenie na świat, jak przez kalejdoskop. Jak pięknie!

„A stranger on the bus”- co za pomysł.

Czy Bóg nie jest w niebie, daleko, oddalony, niewidoczny, trzymający się od wszystkiego z daleka, jeśli w ogóle istnieje?

„On rozkazał swoim aniołom, by cię chroniły…”

To była sentencja chrzcielna Mii, jego córki, nagle mu się to przypomniało. Te trzy wersy wyszukała Stefanie, bo uważała je za odpowiednie i to go poruszyło- bardziej jego żona, niż to biblijne hasło!

Anioł. Boży posłaniec. Czy właściwie wierzył w to?

Moritz sam siebie zadziwił swoim rozmyślaniem. Co za myśli naszły go tu, na skraju lasu? On miał poczucie, że wypadł z czasu, w którym żył i wcale nie chciał do niego wracać.

„What if God was one of us”.

Czy Boga obchodzi to, co się tutaj dzieje?

Pomyślał o codziennych wiadomościach, o tym, co dzisiaj rano przeczytał w gazecie, o obrazach z wojny i zniszczeniach… O uchodźcach. W kręgu przyjaciół, na ten temat jest wiele różnych opinii. Niektóre dla niego były nie do przyjęcia.

Jak oni kiedyś, Paulowi i Mii powinni wytłumaczyć, co z tym światem się działo? Paul, już teraz trochę interesuje się i o wszystko dużo pyta, nawet za dużo, jak na 7 letniego chłopca.

Jak wytłumaczyć swoim dzieciom, dlaczego niektórzy ludzie są tak źli, podążają za wrogimi hasłami i szukają kozłów ofiarnych. Przeszkadzało mu tak dużo, a tłumaczenie tego wydawało mu się za proste.

Pomyślał on o nowym prezydencie USA, o tych wszystkich niezdrowych, politycznych powiązaniach w Europie…

Poranne, świeże powietrze. Wdychał je głęboko.

„What if God was one of us”.

Czy Bóg się tym wszystkim interesuje?

  1. Powiedział jeszcze Pan: „Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga.
  2. Pan powiedział: „Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemiężców, znam więc jego uciemiężenie.
  3. Zstąpiłem, aby go wyrwać z ręki Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód, na miejsce Kananejczyka, Chetyty, Amoryty, Peryzzyty, Chiwwity i Jebusyty.
  4. Teraz oto doszło wołanie Izraelitów do Mnie, bo też naocznie przekonałem się o cierpieniach, jakie zadają im Egipcjanie.
  5. Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona i wyprowadź mój lud, Izraelitów z Egiptu.

Nie, Moritz w swoim życiu niewiele myślał o Bogu. Czy dzisiaj tu, z wciąż jaśniejszymi promieniami słońca na twarzy, tu na skraju lasu, powinien zacząć?

Rozmyślając, potrząsnął głową. Przeszedł parę kroków wzdłuż lasu, na wschód.

Niewiele wówczas dla siebie zatrzymał, skorzystał z zajęć przygotowujących do konfirmacji, z tych sporadycznych nabożeństw, chrztu dzieci.

Jednak, ostatniego roku, przy zapisie Paula do szkoły (to nie było tak dawno), wtedy słyszał tę historię o Mojżeszu. Płonącym krzewie. Izraelici w Egipcie. Bóg, który widzi biedę i nieszczęście swojego ludu.

Paul był bardzo zafascynowany, kiedy pastor przeczytał tę historię. On to bardzo dobrze przygotował, odpowiednio dla dzieci. Potem Paul pytał, czy rzeczywiście tak było, czy oni też mogliby zapalić w ogrodzie krzew jeżynowy, bo też był kłujący, jak ten z Biblii.

Moritz kopnął wesoło kamień, który leżał na drodze. Uśmiechnął się do siebie, rozmyślając o swoim synu, kiedy wyjaśniał mu, że to tylko jest historia biblijna. I, że jest to tylko możliwe dla Boga, żeby krzak palił się, ale się nie spalał. Tu, w ich ogrodzie, byłoby to niebezpieczne i pewnie musieliby wzywać straż pożarną, no i nie mieliby potem smacznych jeżyn.

Czy to tylko biblijna historia?

Właściwie- właściwie to nie jest żadna historia dla dzieci, pomyślał Moritz. Mojżesz był przecież dorosłym mężczyzna, a niewolnictwo Egipcjan, to przecież bardzo poważne sprawy.

Moritz był zadziwiony tym, jakie myśli przychodziły mu do głowy. Bóg chciał Mojżesza pouczyć, chciał coś mu zlecić. Miał on bowiem wyprowadzić lud z niewoli, w imię Boga wybawić. Tak też potem się stało, ale Mojżesz się wahał, wzbraniał, on nie chciał… On chciał –

Moritz zatrzymał się. Już nie mógł patrzeć w słońce, to było już bolesne. Wysilał umysł, by sobie coś przypomnieć. On miał dziwne uczucie, że jest to ważne, by sobie teraz przypomnieć tę prastarą biblijną historię. Dziwne. Jak to było?

Mojżesz chciał- on chciał poznać imię Boga. Bóg nie powinien być dla niego obcym z autobusu. To ktoś z imieniem.

  1. A Mojżesz odrzekł Bogu: „Kim jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?”
  2. A On powiedział: „Ja będę z tobą. Znakiem zaś dla ciebie, że Ja cię posłałem, będzie to, że po wyprowadzeniu tego ludu z Egiptu oddacie cześć Bogu na tej górze”.
  3. Mojżesz zaś rzekł Bogu: „Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż mam im odpowiedzieć?”
  4. Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: „Jestem, który jestem”. I dodał: „Tak powiesz synom Izraela: JESTEM, posłał mnie do was”.
  5. Bóg dalej mówił do Mojżesza: „Tak powiesz Izraelitom: JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia.

Imię. To było jakieś dziwne, osobliwe i w specyficzny sposób piękne,- to jeszcze pamiętał. Coś tradycjonalnego, z Jakubem i Abrahamem, czy coś podobnego. Jakub byłby też ładnym imieniem, gdyby miał jeszcze syna. Potem było coś innego… Moritz wysilał swój umysł, patrząc w słońce. Imię Boga… Jestem. Jestem tu. Jestem obecny tu, dla was. Będę tu zawsze.
To było coś takiego- albo też wszystko razem.-

Dziwne to wszystko, pomyślał Moritz. To, jak teraz się czuł. Czuł na sobie dreszcze, jednak nie było mu zimno. To tak, jakby w to wszystko miał uwierzyć, pomyślał.

„Yeah, yeah, God is great…”

Moritz nie zauważył, że znowu zaczął cicho śpiewać. Refren, który znał.
Teraz nawet przypomniała mu się pierwsza zwrotka:

„If God had a name what would it be?
And would you cal lit to His face?
If you were faced with Him in all His glory
What would you ask if you had just one question?”

„Gdyby Bóg miał imię-
jak ono by brzmiało?
Czy ty wołałbyś go po imieniu?
Gdybyś się z nim spotkał w całej wspaniałości:
O co byś go zapytał,
gdyby miałoby to być jedno pytanie?”

Jego imię. Jestem tu. –
O co bym go zapytał?

Przed Moritzem przeleciał motyl, lato listek cytrynek, to pierwszy w roku motyl. Moritz nie wiedział, dlaczego na jego widok wzruszył się do łez…

„Bóg rozkazał swoim aniołom…”

Po raz pierwszy, od kiedy spacerował tu, spojrzał na zegarek- i przestraszył się . Minęło dużo więcej czasu, niż myślał. Dobrze, że miał elastyczny czas pracy, wróci po prostu później do domu. Będzie musiał Stefanii wysłać wiadomość, by się nie niepokoiła. Napisze jej też, że ma jej dużo do opowiedzenia, nowe pytania itd.

Jego imię. Jestem tu.

Ciągle to w jego głowie brzmiało, kiedy wsiadł znowu do auta. Tym razem nie włączał radia. On nie wiedział, co się dzisiaj rano z nim stało, lecz coś się w nim zmieniło. Widział to i czuł. Coś ważnego, coś znaczącego.

Coś bardzo znaczącego.

Jak długo nie szukał on w życiu czegoś ważnego, znaczącego. Teraz, to nadeszło- jak dar.