Kazanie według Ewangelii św. Jana 4, 46- 54

Kategoria: Opublikowano: 19 kwietnia, 2018

Autor: Pastor dr Gönke Dorothea Eberhardt

22.01.2017 w kościele św. Mikołaja w Lemgo

 

Przewidziane czytania: Uzdrowienie Naamana z 2 Księgi Królewskiej 5,9-15.19a i z Ewangelii św. Jana 4,46-54.

Droga wspólnoto!

Ludzie kochają cuda. I prawie zawsze dostrzegane są one jako znaki władzy Bożej, albo Jego posłańców.

 

Aaron udowadnia faraonowi władzę Boga Izraela, kiedy jego laskę przemienia w węża. Eliasz pokazuje kapłanom Baala, że Bóg może sprawić, że z nieba będzie padał deszcz ognia: a kamienny posąg Baala nie potrafi tego. Elizeusz uzdrawia dowódcę Naamana i on teraz już wie, jakiego Boga w przyszłości będzie się trzymał! Ten cud jest dla niego wystarczającym dowodem.

 

Jezus także udowadnia swoją Boska moc, słyszeliśmy o tym w dzisiejszej Ewangelii.-

Chciałbym tę historię jeszcze raz przytoczyć.

 

Jest tu ten mężczyzna z Kafarnaum. Jego syn jest śmiertelnie chory. Zrozpaczony ojciec zrobił już wszystko, by pomóc synowi. Nic nie pomogło, także jego modlitwy. Być może wołał do Boga słowami Psalmu, który też wcześniej odmawialiśmy: „Panie, skłoń swe ucho i wysłuchaj mnie! Przyjmij Panie moja modlitwę i usłysz głos mojego wołania! Wołam do ciebie w biedzie, a Ty chciej mnie wysłuchać!”

 

Bóg go nie wysłuchał.

 

Teraz, ten mężczyzna dowiaduje się , że w Kanie jest Jezus z Nazaretu. Ten człowiek, o którym się mówi, że ma cudotwórcze moce. Ojciec długo się nie waha i rusza w drogę. Idzie bez przerwy, 8 godzin pieszo, pod górę. Nie pozwala sobie na żaden odpoczynek. Za wszelką cenę chce przyprowadzić tego cudotwórcę do swojego syna, póki nie jest za późno.

 

Kiedy znajduje Jezusa, rzuca się do Jego stóp i błaga, by z nim poszedł. Na próżno.

„Jeśli wy znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”- powiedział Jezus. To zabrzmiało prawie lekceważąco.

 

Jezus widocznie jest tego zdania, że On nie przyszedł na świat, by masowo uzdrawiać chorych. Ciągle litował się nad ludźmi, których spotykał. Ale gdyby próbował pomóc wszystkim, nigdy nie byłoby końca. Bóg stał się człowiekiem, musi chodzić pieszo, tak, jak wszyscy inni. Jezus ma też co innego do załatwienia: On chce ludziom opowiedzieć, jaki rzeczywiście jest Bóg. Chce opowiedzieć, że Bóg zaplanował coś więcej, niż to, co zdarza się tylko w tym krótkim życiu.

 

Równocześnie Jezus wie też, że będzie zagrożona Jego wiarygodność, jeśli nie uczyni żadnego cudu.

Nikt nie uwierzy, że jest Synem Bożym. Nikt nie będzie wierzył w Jego słowo o Bożej miłości i pomocy- kiedy On swojego boskiego pochodzenia nie udowodni tak, jak to oczekuje się od Syna Bożego. Ludzie kochają cuda. One są dowodem szczególnej władzy, są rodzajem Bożego dowodu.

Kiedy będą one nieobecne, to ludzie wyciągną swoje wnioski.

 

Jezus patrzy na tego zakurzonego i spoconego mężczyznę u Jego stóp. Zrozpaczony ojciec nie chce żadnego Boskiego dowodu. On chce tylko po prostu, by jego dziecko było zdrowe. On chwyta się ostatniej nadziei. Wierzy, że Jezus może uzdrowić jego syna.

 

Zamiast z nim iść, Jezus odsyła go do domu: „Idź, twój syn żyje”.

 

Mężczyzna jest zdezorientowany. Czy ten człowiek może rzeczywiście jego dziecko uzdrowić na odległość? Tak się jeszcze nigdy nie zdarzyło.

On się waha. Jeśli teraz pozwoli, by Jezus go odprawił, zaprzepaści ostatnia szansę. Ale jeśli zgodzi się na to? Człowiek ten decyduje się zawierzyć Jezusowi. Odwraca się i odchodzi, sam.

 

Im bliżej jest swojego domu, tym szybsze są jego kroki. Naprzeciw wybiegają mu jego słudzy. Kiedy ich zobaczył, wpadł w panikę. Ale oni zawołali: „twoje dziecko żyje!”.

 

Niepojęta ulga ustępuje miejsca ciekawości. Mężczyzna chce dokładnie wiedzieć, czy to zasługa Jezusa? Lecz zgadza się pora dnia. Zmiana nastąpiła dokładnie wtedy, kiedy Jezus przyrzekł jemu uzdrowienie!

 

Teraz ten mężczyzna uwierzył, że Jezus jest Synem Bożym. Przekonuje on także do tego całą swoją rodzinę. Prze ten cud stało się dla niego jasne, że Bóg działa.

 

On ma dobrze. Jest o wiele łatwiej wierzyć w Boga, kiedy doświadczyło się cudu, lub przynajmniej dowiedziało się  o tym z zaufanych źródeł. Dlatego z czasem wokół Jezusa powstaje wciąż więcej historii o cudach. Rozmnożenie chleba, ryby czy wina, uzdrowienia i wskrzeszenie z martwych.

 

Biblia opowiada cud po cudzie, by ułatwić nam wiarę w Boga.

„Jeśli wy znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie!”, powiedział Jezus. Także i On wie, że ludzie potrzebują cudów. Naturalnie dlatego, ponieważ cud przeważnie kończy jakieś nieszczęście.

Potem, ponieważ może to oznaczać dowód istnienia Boga. Pięknie byłoby mieć gwarancję na to, że Bóg jest tu. Pięknie byłoby nie tylko wierzyć, ale po prostu widzieć.

 

Jezus znał wszystkie te tęsknoty, ale też wiedział, że właśnie cuda w istocie nie  przydają się na dowody istnienia Boga. Czy w każdym razie na ten moment.

 

Bowiem, my, ludzie szybko zapominamy. Tam, gdzie wczoraj jeszcze wierzyłem, dzisiaj znowu mam wątpliwości. Może się tylko rozczarowałem- być może to, co wydawało się zrządzeniem Boskim, można by całkiem rzeczowo wytłumaczyć?

 

W przeszłości mogłem często doświadczać pomocy Boga- teraz mocno mi go brakuje i pytam, dlaczego wówczas Bóg uczynił cud, a dzisiaj tego nie czyni!

Ten brak cudu może stać się przeciwnym dowodem! Może stać się poszlaką na to, że moja wiara mnie rozczarowała- nie ma Boga, albo też On nie działa, czy  mnie nie kocha.

Wszystko, czego doświadczyłem w przeszłości, jako znaki Boga, teraz zblakło w obliczu mojego teraźniejszego nieszczęścia. Tak odczuwa wielu ludzi.

 

Dlatego cud nie przydaje się jako dowód na istnienie Boga. W każdym razie nie , jako definitywny. Kiedyś cud ten będzie należał do przeszłości. Teraźniejszość zawsze jest silniejsza.

 

To jest to, co my w naszej wierze musimy zaakceptować. To, że nie ma właśnie żadnej wiedzy. To, że ona rozkwita, kiedy przeżywamy bliskość Boga, ale też może być bardzo nikła, jeśli nie rozpoznamy tego, że Bóg towarzyszy nam w naszym życiu.

 

Musimy też wytrzymać to, że w tym życiu ciągle będziemy tęsknić za cudem. Nie tylko dlatego, że chcemy dowodu na istnienie Boga, ale też jak ojciec z Kafarnaum z czystego strachu czy rozpaczy. Będziemy tęsknić za uzdrowieniem dla nas, czy innych. Będziemy tęsknić za pomocą dla ofiar trzęsienia ziemi. Będziemy tęsknić za oczekiwanym pokojem- też po tym życiu- tam, gdzie dopadnie nas śmierć.

 

My mamy prawo do tej tęsknoty. Tu, gdzie żyjemy, to nie jest raj.

 

Dlatego dobrze, że nie tylko w Biblii znajdujemy historie o cudach, lecz też czytamy tam Psalmy skargi. Historie o zwątpieniu, jak to o niewiernym Tomaszu- i historie o wierze i pewności.

To są prastare historie: echo bliskości i oddalenia od Boga w przebiegu wielu setek lat.

Kocham Biblie za tę różnorodność. Ona podpowiada mi słowa w czasie nieszczęścia i w czasie wdzięczności. Słowa zwątpienia i słowa wiary.

 

I ona nas wzywa, by innym opowiadać o naszych własnych historiach z Bogiem, by to, co doświadczyliśmy, jako znaki pomocy Boga i jako cud, by wzmocniło innych, u których wiara, być może poprzez przeżyte nieszczęścia stał się nikła.

 

Aż do dzisiaj ludzie przeżywają to, że pomimo ich próśb, zostają przez Boga odesłani do domu- ale jednak potem odkrywają tam cud.

 

Aż do dzisiaj ludzie chwalą Boga i śpiewają mu pochwalne Psalmy, ponieważ oni doświadczyli Jego pomocy, lub po prostu czegoś dobrego w ich codzienności.

 

Aż do dzisiaj ludzie doświadczają tego, że jeśli wiar jest mała, nadzieja może być wielka, czy też nawet w rozpaczy podtrzymuje wtedy miłość drugiego.

 

Dlatego rozkoszuj się swoją wiarą, jeśli ona kwitnie. Spróbuj zachować w swoim sercu cuda swojego życia i opowiadaj o tym, tym, którzy tego potrzebują.

My, ludzie potrzebujemy cudów.

 

Amen.