Święto patronów miasta 2016- Ofiara świec

Kategoria: Opublikowano: 4 czerwca, 2019

Autor: Msgr. Wilfried Schumacher
Dziekan miasta i kapłan katedry w Bonn

Ofiara świec naszej rady miasta na cześć patronów miasta Kasjusza i Florencjusza
przekazywana jest już od średniowiecza.
Myślę, że miało to dwa powody:
– Po pierwsze było to zadowolenie, że miało siew mieście świętych. Święci zapewniali
ochronę i bezpieczeństwo i dawali ludziom poczucie, że z ich obecnością są bliżej
nieba.– Drugim powodem było to, że święci byli faktorem gospodarczym. Oni nie mieli·
ponadregionalnego znaczenia, jak na przykład Trzej Królowie w Katedrze kolońskiej,
czy kult św. Jakuba w Santiago de Compostella. Jednak ich regionalne znaczenie
wystarczyło, aby ludzie przyjeżdżali do miasta, ludzie, którzy nie tylko się tu modlili,
ale zostawiali tu swoje pieniądze.
Zawsze święto to było okazją do zorganizowania dużego jarmarku.

Teraz, być może powiedzielibyście, że tego w Bonn już nie potrzebujemy, że poradzimy sobie
całkiem dobrze bez świętych.
Przed dwoma tygodniami, burmistrz miasta, podczas sprawozdania roku gospodarczego
mógł dumnie obwieścić: „Bonn kwitnie- tak teraz, jak i wcześniej!”
Bonn nadal jest gospodarczo najsilniejszym miastem w Nadrenii.
Teraz, niestety muszę powiedzieć coś niemiłego. Bonn jest miastem, w którym ponad 11.000
dzieci żyje w biedzie. Liczba dzieci, które nie kończą szkoły wzrasta, a to daje wysoką liczbę
bezrobotnych na dłuższy czas.
My jesteśmy bogatym miastem! Jednak przepaść miedzy wygranymi, a przegranymi wzrasta
u nas szczególnie wyraźnie!
W Ewangelii św. Łukasza słyszeliśmy: „Błogosławieni ubodzy!” (Ew. św. Łukasza 6,20).
„Błogosławieni ubodzy!”. Czy to nie brzmi jak szyderstwo w uszach tych, którzy muszą
przemyśleć wydanie każdego euro i długo przed końcem miesiąca nie wiedzą, za co kupić to,
co najpotrzebniejsze?
Ci ludzie żyją wśród nas, w tym mieście, często nieznani. Spotykamy ich codziennie, być
może niektórzy siedzą tu, na tym nabożeństwie?

Kiedy słowa te będziemy czytać w znaczeniu: „Cieszcie się, że jesteście biedni”, „bądźcie
zadowoleni ze swojej sytuacji”, czy „poczekajcie, w niebie będzie lepiej”, to wtedy
rzeczywiście byłoby czyste szyderstwo. Jeśli jednak czytam te słowa, jako kontrast do
panującej opinii społecznej, wtedy ten wers brzmi całkiem inaczej.
Na logikę tego świata, przecież ci, których Jezus nazywa błogosławionymi, traktowani są,
jako „przegrani”, jako słabi. Chwalony za to będzie sukces za każdą cenę, dobrobyt, władza-
choćby arogancka, przepychanie się kosztem innych, postawienie na swoim…
W słowach Jezusa nagle na przód wychodzą przegrani (tu ubodzy). Ci, którzy często wstydzą
się swojej biedy, tych Pan stawia w reflektorze światła, w środku swego orędzia.
Papież Franciszek powiedział: „Błogosławieni są dowodem osobistym chrześcijan”.
Jako chrześcijanin nie potrzebuję żadnego dokumentu, by się wylegitymować. Wystarczy,
jeśli w swoim życiu zastosuję błogosławieństwa.
Łatwo się mówi- odnosi się to do kościoła, jak i do nas osobiście. My, jako kościół, ja i
prawdopodobnie wielu z nas musimy uznać: „Czasami jesteśmy uparci i nieczuli,
zapominamy o tym, uprzyjemniamy sobie życie i trafiamy w pułapkę w obliczu
niezmierzonych możliwości konsumpcyjnych i rozproszenia, które to społeczeństwo
proponuje”.
My, na szerokich odcinkach nie jesteśmy biednym kościołem dla biednych, lecz bogatym
kościołem dla bogatych i zamożnych.
Przy tym nie chciałbym umniejszać zaangażowania wielu honorowych pracowników i
zatrudnionych np. caritasie i w służbach socjalnych. Jesteśmy im wdzięczni. Jednak oni nie
powinni być naszym listkiem figowym.
Dla kościoła, opcja dla ubogich jest w pierwszej linii kategoria teologiczną, a dopiero na
drugim miejscu pytaniem kulturalnym, socjologicznym, czy filozoficznym.
Dlatego jestem za „Przyjaźnią z ubogimi”. „Zawsze jest ktoś w naszym otoczeniu, ktoś, kto
jest w potrzebie, naturalnej, emocjonalnej, czy duchowej. Wielkim darem, który możemy mu
dać, to nasza przyjaźń, nasze zainteresowanie, nasza uwaga”.
Chodzi oto, aby usunąć strukturalne przyczyny biedy, jak też o najprostsze i codzienne gesty
solidarności w obliczu całkiem konkretnej biedy, którą my spotykamy.
My, jako wspólnota chrześcijańska, w tym świątecznym dniu o tym dyskutujemy, ponieważ
nie możemy ignorować krzyku biednych w tym mieście. Oni nie są publicznie zauważani.
Najchętniej, społeczeństwo uczyniłoby ich niewidzialnymi. Jest wiele form nowoczesnego
ubóstwa! Jest wiele ukrytej biedy! My, razem z papieżem jesteśmy przekonani, że: Przyszłość
biednych w miastach, to jeszcze więcej biedy”.
„Przyjaźń z biednymi, z ubogimi”, to być może dla polityków żadne dobre hasło, które spotka
się z zachwytem.

„Opcja dla biednych”, mogłaby już bardziej być maxymą politycznego działania. Każde euro,
które, które inwestowane będzie w biedę, szczególnie dla dzieci i młodzieży, będzie
inwestycją długotrwałą.
Nasze miasto zdobi się wieloma tytułami, np. „fair trade town Bonn”. Chcemy być „stolicą
rowerów”.
Jak by to brzmiało: „Bonn- miasto z jasną opcją dla ubogich?” Amen.