Wyznanie Chrystusa przez pewnego śmiertelnie chorego

Kategoria: Opublikowano: 20 marca, 2019

Autor: Christoph Kreitmeir/ katolisch. de
 

Ewangelia według św. Marka (8,27-35)

Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: „Za kogo uważają Mnie ludzie?” Oni Mu odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków”. On ich zapytał: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Odpowiedział Mu Piotr: „Ty jesteś Mesjasz”. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”. Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je”.

„Kto we mnie wierzy, kto mnie wyznaje, ten będzie miał życie wieczne”, to zdanie, w tę niedzielę ma dla Christopha Kreitmera szczególne znaczenie.
Obietnica ta sprawdza się wciąż na nowo, na przykład w szpitalu.

Wciąż, znowu to pytanie „Za kogo mnie uważacie? Za kogo ty mnie uważasz?”
Wówczas, to pytanie Jezus postawił swoim uczniom- dzisiaj stawia je nam, znowu od nowa.
W dzisiejszej Ewangelii, potem dochodzi do wymiany zdań między Jezusem i Piotrem, która wyraźnie pokazuje, że wyznanie Mesjasza, Chrystusa wciąż też zawiera w sobie pytanie o cierpienie, krzyż, śmierć i nadzieję zmartwychwstania.

To trudne pytanie, dotyczące krzyża pojawia się wciąż na nowo. Także w budynkach publicznych, jak na przykład w szpitalu.
Zaprzyjaźniony ze mną młody mężczyzna, który daje świadectwo o Jezusie w swoim życiu zawodowym, niedawno podzielił się ze mną cennym przeżyciem. Chciałbym wam o tym opowiedzieć:

Kiedy mój ojciec, w klinice w Jenie dowiedział się, że dla niego nie ma ratunku, w pokoju szpitalnym nie było krzyża. Lecz mój ojciec miał przy sobie swój krzyż, który zawsze był ważnym punktem odniesienia i pociechą w tej fazie jego cierpienia. Kiedy, w pokoju szpitalnym uczestniczyliśmy w obrzędzie namaszczenia chorych, rodzina jednego z niewierzących pacjentów powiedziała, że oni tego nie znali i że jesteśmy wspaniałą rodziną. Oni chcieli, by duszpasterz udzielił im błogosławieństwa.
Zanim, mój ojciec, na ostatnie pięć tygodni swojego życia mógł wyjść do domu, spędził jeszcze jedna noc w klinice. Kiedy, wieczorem odwiedziłem go tam w szpitalu, powiedział do mnie: „Marku, teraz czuję się dobrze i cieszę się, że idę do domu, ponieważ to najważniejsze jest też tu”.

Kiedy zapytałem, co miał na myśli, wskazał na krzyż, wiszący na ścianie! W swoich, ostatnich tygodniach życia, złożył on prawdziwe świadectwo wiary. Ojciec zapytał mnie, czy wiedziałem, dlaczego Jezus umarł na krzyżu. Ja, dałem mu teologiczną odpowiedź. Powiedział, że to była dobra odpowiedź i w swój szczególny sposób dodał: „Ty jednak nie masz pojęcia Marku, ja wiem, że on zrobił to dla mnie”.

W tym momencie byłem świadomy tego, co wcześniej było tylko dla mnie teorią. Jezus dla nas przeszedł przez cierpienie świata, byśmy też w najciemniejszych godzinach mieli z nim związek, on umarł za nasze grzechy. Wcześniej też to powiedziałem swojemu ojcu-, lecz, po jego odpowiedzi pojąłem z głębi serca, co to znaczy i wierzę dzisiaj w to z pełnym zaufaniem i głębią swego serca, wierzę, że to prawda.
Tu, rzeczywiście się sprawdza: „Kto we mnie wierzy, kto o mnie poświadcza, ten będzie miał życie wieczne”.